Skip to content Skip to footer

Morawiecki jak Thatcher? Jest już po wyborach więc rząd zamknie kopalnie i pośle na bruk prawie 8 tys. Ślązaków. A to dopiero początek…

Na naszych oczach rozpoczyna się proces likwidacji górnictwa. Jeszcze rok temu politycy podkreślali znaczenie polskiego “czarnego złota”, dziś węgiel jest kłopotem, o którym woleliby nie pamiętać.

Reforma górnictwa z 2015 r. i powstanie PGG

W 2015 r. ruszyła restrukturyzacja górnictwa firmowana przez rząd Zjednoczonej Prawicy, który właśnie sięgnął po władzę. Trzeba uczciwie przyznać, że sektor był wtedy w złym stanie po dwóch kadencjach koalicji PO/PSL, ale z drugiej strony cykl koniunkturalny sprzyjał planowanej sanacji. Ceny węgla były wysokie, ceny uprawnień CO2 z dzisiejszej perspektywy niskie, a Komisja Europejska nie reagowała jeszcze tak alergicznie na programy naprawcze oparte o zasoby spółek skarbu państwa.

Podstawowym elementem reformy górnictwa z 2015 r. było stworzenie nowej spółki pod nazwą Polska Grupa Górnicza (PGG) z aktywów Kompanii Węglowej i Katowickiego Holdingu Węglowego. Udziały w nowym podmiocie objęły państwowe koncerny energetyczne dzięki czemu wpompowano w niego mnóstwo pieniędzy. Ta idea miała sens gdyby była dobrze przeprowadzona, bo jak już podkreśliłem ceny węgla były wtedy wysokie i przy odpowiedniej optymalizacji działań można było zabezpieczyć nie tylko bieżące prace PGG, ale także strategiczne inwestycje i zapasy gotówki na trudniejsze czasy.

Niestety aport NIK z 31 stycznia br. de facto miażdży wykonanie tego planu. Jak podkreśla organ kontrolny: w przejętych kopalniach skupiono się na zapewnieniu produkcji, a nie poprawie efektywności; tworząc PGG niewłaściwie wyceniono wchodzący do niej majątek o 40 proc.; wypaczono wysokość kosztów operacyjnych; podkreślono także, że koszty PGG pozostawały w okresie objętym kontrolą bardzo wysokie, a ich istotną częścią składową są wynagrodzenia, których nie uzależniono od wyników pracy.

Realny efekt reformy górnictwa rozpoczętej przez rząd Zjednoczonej Prawicy był więc gorszy aniżeli podobne działania inicjowane przez PO/PSL. Obie formacje nie radziły sobie z tą trudną materią, ale jedna z nich operowała w ramach dobrej koniunktury.

W przejętych kopalniach skupiono się na zapewnieniu produkcji, a nie poprawie efektywności; tworząc PGG niewłaściwie wyceniono wchodzący do niej majątek o 40 proc.; wypaczono wysokość kosztów operacyjnych; podkreślono także, że koszty PGG pozostawały w okresie objętym kontrolą bardzo wysokie, a ich istotną częścią składową są wynagrodzenia, których nie uzależniono od wyników pracy.

NIK o reformie górnictwa z 2015 r.

Deforma górnictwa z 2020 r. Konanie PGG

2020 r. to agonia PGG. Koniunktura na rynku węgla, w naturalny sposób przyjmująca na osi czasu formę sinusoidy, gwałtownie się pogorszyła. Już w pierwszym kwartale roku było wiadomo, że spółce grozi utrata płynności. Mimo to w lutym notująca niemal pół miliarda zł straty rocznej PGG przeznaczyła na czternastki dla górników 300 mln zł i ogłosiła wzrost ich uposażeń o 6 proc.

Z ekonomią nie miało to nic wspólnego, ale z politycznego punktu widzenia było uzasadnione. Był to czas wyborczego wyścigu, a zamieszkiwany przez około 5 mln ludzi Śląsk to “województwo obrotowe”, kluczowe dla osiągnięcia wyborczego sukcesu.

Bilansu płatniczego nie da się jednak oszukać. To były już ostatnie podrygi największej firmy górniczej w Europie. Dzielił ją już tylko moment od upadku. Politycy coraz częściej zaczęli komunikować w mediach konieczność dużych fuzji spółek skarbu państwa, ale też wygaszania niektórych kopalń. Dla analityków był to jasny sygnał, że być może jakaś “zdrowa” finansowo grupa, a może grupy, przejmie/ą większość aktywów PGG po wyborach prezydenckich, a pozostałe trafią do Spółki Restrukturyzacji Kopalń, gdzie będą powoli zamykane za pieniądze z UE.

Tyle tylko, że ten manewr, podobny w swojej istocie do ruchów wykonanych w 2015 r. miał istotne mankamenty. Powiada się, że historia powtarza się jedynie jako farsa i w tym przypadku to sformułowanie oddawało rzeczywistość.

Po pierwsze, Komisja Europejska była tym razem dużo bardziej wyczulona na niedozwoloną pomoc państwa, nawet jeśli byłaby ona ukryta w transakcjach spółek skarbu państwa.

Po drugie, niewiele pozostało już “zdrowych” koncernów chętnych do przejęć. Po raz pierwszy w historii kryzys ogarnął w tym samym czasie zarówno górnictwo jak i energetykę.

Już w pierwszym kwartale 2020 roku było wiadomo, że PGG grozi utrata płynności. Mimo to w lutym notująca niemal pół miliarda zł straty rocznej grupa przeznaczyła na czternastki dla górników 300 mln zł i ogłosiła wzrost ich uposażeń o 6 proc.

Piotr Maciążek

Finał tej historii już jest blisko

I właśnie wtedy dość szczęśliwym zbiegiem okoliczności globalna pandemia koronawirusa uratowała włodarzy PGG. Dla niektórych czytelników może to być szokujące, ale tak właśnie było.

Balansujący na granicy niewypłacalności gigant górniczy mógł scedować winę za stan w jakim się znalazł na nową chorobę, która uderzyła w świat z mocą tsunami. I jak w każdej dobrej PR-owej opowiastce było w tym ziarno prawdy.

Jednocześnie wymuszone zamknięcie kopalń, w których szerzył się Covid pomogło PGG ograniczyć straty finansowe (sic!). Doszło już bowiem do tego, że przy nikłym zbycie rynkowym (polski węgiel jest droższy i gorszy jakościowo np. od rosyjskiego) fedrowanie generowało kłopoty zamiast zysku. Nie pomagał nawet interwencyjny skup urobku przez państwo (dziś istotnie zwiększony).

Koronawirus ośmielił także polityków, szczególnie po wygranych przez kandydata Zjednoczonej Prawicy wyborach prezydenckich. Pomoże on usprawiedliwić konieczność zamykania kopalń i cięć jakie będą miały miejsce na Śląsku. Winna im będzie choroba i jej gospodarcze skutki w wymiarze globalnym, a nie wnioski nasuwające się po raporcie NIK z początku br. Gestem Piłata będzie można obmyć ręce i pokazać, że jest się bez winy.

Morawiecki jak Thatcher

Tym sposobem w jednak dość przypadkowy sposób premier Mateusz Morawiecki stanie się polską Margaret Thatcher. Zgodnie z informacjami medialnymi plan naprawczy PGG przewiduje m.in. likwidację kopalń Ruda i Wujek, zatrudniających około 8 tys. osób i wydobywających około 5,1 mln ton węgla rocznie. Zmiany dotkną także wynagrodzenia. Zawieszone na trzy lata będą czternastki, a 30 proc. pensji będzie uzależniona od efektywności pracy.

To będą na prawdę gorące miesiące na Śląsku jeśli powyższe doniesienia znajdą potwierdzenie w rzeczywistości.

Dodatni bilans

Jeżeli jednak rządowi wystarczy konsekwencji to finał tej zawiłej historii może być paradoksalnie korzystny dla Polski, która coraz dotkliwiej odczuwa reżim polityki klimatycznej UE.

Oczywiście szkoda, że nie działano w sposób skuteczny już w 2015 r. i likwidacja górnictwa będzie odbywała się pod presją czynników makroekonomicznych a nie na własnych warunkach. Jednak nawet mimo straconych lat i miliardów złotych nadal można złagodzić ten konieczny proces, którego finałem będzie nowoczesna, niskoemisyjna gospodarka.

Warunkiem do tego koniecznym jest zgoda Polski na neutralność klimatyczną i możliwie pełne wykorzystanie środków finansowych z UE przeznaczonych na pomoc regionom górniczym. Politycy są winni Ślązakom chociaż to.

Edycja, godzina 14.25, 28 lipca: Plan restrukturyzacji PGG został odrzucony przez stronę związkową i ostatecznie nie został zaprezentowany – poinformował rzecznik prasowy Ministerstwa Aktywów Państwowych Karol Manys. Ustalono powołanie wspólnej komisji dwustronnej.

Show CommentsClose Comments

Leave a comment