Skip to content Skip to footer

Czas na polskie MGIMO. Brak kadr paraliżuje budowę lidera Międzymorza

Państwo polskie, mimo że od 1989 r. coraz aktywniej uczestniczące i kreujące różnego rodzaju przedsięwzięcia międzynarodowe, a jednocześnie znajdujące się w trudnym położeniu geopolitycznym, nie powołało żadnej instytucji naukowo-dydaktycznej, która zapewniałaby odpowiedni dopływ kadr i przygotowanie profesjonalnego aparatu urzędniczego, zajmującego się relacjami zewnętrznymi.

Burzliwie środowisko międzynarodowe

Truizmem jest stwierdzenie, że żyjemy w czasie szalejącej dynamiki stosunków międzynarodowych. Wprawdzie relacje między państwami, ich emanacjami czy też narodami zawsze były intensywne i skomplikowane, ale z racji powszechności, a właściwie inflacji informacji doby polityki facebookowej i twitterowej, samo środowisko międzynarodowe i jego percepcja jest współcześnie coraz trudniejsza do rozumienia.

Tym samym coraz trudniejsze staje się aktywne uczestnictwo w nim. Zwłaszcza w świecie, w którym występuje coraz większa liczba trwających lub potencjalnych konfliktów, a także epidemia Covid-19. W takich warunkach konstytutywną przesłanką przetrwania jest posiadanie silnego państwa. Tego jednak nie da się osiągnąć bez zapewniania stałej możliwości pozyskiwania kadr.

Zobacz także:

Ambasador RP w Moskwie: Możliwe, że rzeczywistość wymusi zmianę w relacjach z Rosją. Biznes ponad politykę?

Powstaje nowa partia polityczna w Rosji. Na jej czele Putin. Roman Putin – krewny prezydenta…

Niestety, ale w Polsce, państwie, które przejawia znaczne aspiracje zarówno w ramach uczestnictwa w różnych strukturach integracyjnych, organizacjach międzynarodowych, przedsięwzięciach strategicznych (np. Partnerstwo Wschodnie i Międzymorze) czy też w wybranych stosunkach dwustronnych (np. z USA, Niemcami, czy Izraelem), nie stworzono do tej pory instytucji, która zajęłaby się profesjonalnym przygotowaniem kadr dla aparatu państwa, zajmujących się relacjami międzynarodowymi (w najszerszym rozumieniu). Jest to niepokojące zwłaszcza w kraju, który sąsiaduje i rywalizuje z neoimperialną i mocarstwową Rosją (czego przykładem są np. ostatnie wypowiedzi prezydenta W. Putina w zakresie historii), pogrążoną w wojnie i kryzysie Ukrainą, a także coraz bardziej spierającą się z Moskwą Białorusią, której istnienie jest dla Warszawy z punktu strategicznego niezwykle istotne.

Nasz model pozyskiwania kadr dla administracji, o ile można posłużyć się tym określeniem, w dużym uproszczeniu opiera się na rekrutacjach spośród absolwentów polskich uczelni wyższych, przeprowadzanych przez poszczególne organy państwa. Wyjątkami w tym zakresie są Ministerstwo Spraw Zagranicznych oraz Krajowa Szkoła Administracji Publicznej, które przeprowadzają swoje aplikacje.

Nie mamy jednak żadnej instytucji, którą moglibyśmy zakwalifikować jako państwowa uczelnia dyplomatyczna i która zapewniałaby specjalistyczne przygotowanie do pełnienia bardzo zróżnicowanych funkcji zewnętrznych państwa w różnych jego emanacjach.

Niestety, ale w Polsce, państwie, które przejawia znaczne aspiracje zarówno w ramach uczestnictwa w różnych strukturach integracyjnych, organizacjach międzynarodowych, przedsięwzięciach strategicznych czy też w wybranych stosunkach dwustronnych, nie stworzono do tej pory instytucji, która zajęłaby się profesjonalnym przygotowaniem kadr dla aparatu państwa.

Dr Michał Sadłowski

Wzrastające potrzeby kadrowe

We współczesnym państwie aparat administracyjny zajmujący się szeroko rozumianymi sprawami międzynarodowymi to już nie tylko jeden właściwy resort i podporządkowane mu placówki dyplomatyczne. Właściwie każde ministerstwo (poprzez swoje departamenty), nawet jeśli nie prowadzi polityki zagranicznej (w rozumieniu sektorowym), to bardziej lub mniej aktywniej w niej uczestniczy. Prowadzą ją też najważniejsze organy w państwie, a więc premier, prezydent, czy poszczególne izby parlamentu. Stąd też zapotrzebowanie na pracowników tych organów, którzy w swojej działalności posiadać będą, oprócz znajomości języków obcych, wiedzę z zakresu stosunków międzynarodowych, danego regionu i wreszcie, sektorową wiedzę specjalistyczną, stale wzrasta.

Dowodzą tego liczne przykłady na naszym rodzinnym podwórku. Np. sprawami Polonii i Polaków za granicą, abstrahując od genezy i sensu tego układu, zajmuje się kilka organów państwowych. A mianowicie: Ministerstwo Spraw Zagranicznych, KPRM, Senat, Kancelaria Prezydenta oraz Ministerstwo Edukacji Narodowej. Nie mówiąc już o podległych tym organom instytucjach, które realizują różne zadania, np. w zakresie konkursów grantowych (np. Fundacja Pomoc Polakom na Wschodzie, czy też Wspólnota Polska).

“Nasz model pozyskiwania kadr dla administracji, o ile można posłużyć się tym określeniem, w dużym uproszczeniu opiera się na rekrutacjach spośród absolwentów polskich uczelni wyższych, przeprowadzanych przez poszczególne organy państwa. Wyjątkami w tym zakresie są Ministerstwo Spraw Zagranicznych oraz Krajowa Szkoła Administracji Publicznej, które przeprowadzają swoje aplikacje”. Fot. MSZ

Rząd Zjednoczonej Prawicy, wdrażając tzw. plan Morawieckiego, dokonał również reformy dyplomacji handlowej, którą prowadzi Polska Agencja Inwestycji i Handlu Zagranicznego z jej biurami zagranicznymi. Nie wchodząc w szczegóły tej niezwykle ważnej dla państwa działalności, wskazać trzeba, że jej sukces zależeć może głównie od sprawnych pracowników centrali PAiH oraz co najważniejsze, dobrze zorganizowanych zagranicznych biur handlowych, które muszą posiadać odpowiednie stany osobowe.

Dotyczy to zresztą też innych podmiotów z grupy PFR, np. Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych czy Bank Gospodarstwa Krajowego. Polskie państwo musi zapewniać bowiem coraz lepsze wsparcie dla swoich eksporterów. Z drugiej strony mamy gęstą sieć instytutów polskich. Mamy wreszcie podmiot taki jak Polska Fundacja Narodowa, której celem jest budowanie pozytywnego obrazu Polski w świecie i która wymaga ciągłej profesjonalizacji.

Ostatnie zmiany strukturalne w ramach MSZ i KPRM również dowodzą coraz większej mobilności w zakresie prowadzenia i zarządzania polityką zagraniczną, co implikuje posiadanie odpowiednio przygotowanych i zaangażowanych kadr. Wybrane działania z zakresu polityki zewnętrznej, zwłaszcza z płaszczyzny gospodarki oraz kultury i oświaty, prowadzą również silne w Polsce samorządy. I takie przykłady można mnożyć.

Nie mamy żadnej instytucji, którą moglibyśmy zakwalifikować jako państwowa uczelnia dyplomatyczna i która zapewniałaby specjalistyczne przygotowanie do pełnienia bardzo zróżnicowanych funkcji zewnętrznych państwa w różnych jego emanacjach.

Dr Michał Sadłowski

Wizja uczelni dyplomatycznej

Szerokie spektrum zagadnień, jakie realizuje państwo w relacjach międzynarodowych sprawia, że odpowiednie przygotowanie pracownika wymaga czasu i wyspecjalizowanego programu kształcenia. W związku z tym uczelnia taka powinna kształcić swoich adeptów w zakresie trzech głównych płaszczyzn: języków obcych, znajomości danego regionu oraz pod kątem wybranych specjalizacji branżowych. W tym ostatnim zakresie mowa o takich dziedzinach jak np.: prawo, prawo międzynarodowe, gospodarka (w tym energetyka i rolnictwo)), transport, inwestycje i finanse, systemy podatkowe i celne, dziennikarstwo międzynarodowe, lobbing, PR, polityka kulturalna i historyczna, czy też istotna dla nas polityka polonijna. Niestety, ale żadne kursy, aplikacje, szkolenia czy też dobrze przeprowadzone rekrutacje nie dadzą gwarancji, że polska administracja pozyska najwyższej klasy specjalistów, oddanych swojemu „fachowi” i krajowi. Zwłaszcza, że potrzeby państwa i jego emanacji wciąż wzrastają.

Ważnym zadaniem uczelni, obok przygotowania do pełnienia funkcji dyplomatyczno-analityczno-zarządczych, byłoby kształcenie w zakresie rozumienia procesów funkcjonowania państwa, a także kształtowanie poczucia państwowo-obywatelskiego. Te aspekty są fundamentalne nie tylko z tego powodu, że absolwenci uczelni dyplomatycznej kierowaliby i wykonywali określone funkcje w imieniu i na rzecz państwa, ale też z tego powodu, że byliby silniej związani ze swoją pracą. Tym samym zredukowana zostałaby możliwość ciągłych transferów specjalistów z administracji do sektora prywatnego. Rolą takiej uczelni byłaby budowa etosu i misji zaangażowania w sprawy publiczne.

Z drugiej strony taki profil merytoryczny uczelni spowodowałby, że jej absolwenci znajdowaliby pracę nie tylko w organach administracji rządowej i samorządowej, ale też w biznesie oraz organizacjach społecznych. Tym samym tracą rację bytu wszelkie argumenty wskazujące na nadmiar uczelni w Polsce i takie, że absolwenci takiej instytucji byliby bez pracy z racji braku zadowalających etatów w administracji.

Nie bez znaczenia jest również to, że taka uczelnia byłaby płaszczyzną debaty. Ta funkcja inspirująca pełniłaby jednocześnie rolę inspiracji intelektualnej i praktycznej. Mogłoby się to stać stabilnym kanałem transmisji wiedzy miedzy specjalistami a czynnikami decyzyjnymi. Z drugiej strony, poprzez powiązania z administracją, uczelnia miałaby zapewniony stały dostęp do jej praktyki, co było i nadal jest tak deficytowe na polskich uczelniach w ostatnich latach. Z tym jednak zastrzeżeniem, że w takiej uczelni zachowano by balans między dydaktyką a badaniami naukowymi.

Jeśli chodzi o status i  powiązania instytucjonalne potencjalnej uczelni dyplomatycznej, to do rozważania są różne warianty. Można taką uczelnie „wbudować” w KSAP, co zredukowałby koszy oraz zintegrowało ją z know-how tej placówki. Można również powołać odrębną instytucję, która byłaby powiązana głównie np. z Ministerstwem Spraw Zagranicznych, przy zachowaniu określonej autonomii oraz jednoczesnym związaniu ją z innymi uczelniami, organami administracji oraz ośrodkami analitycznymi w państwie. Własna autonomia stanowiłaby ważną granice określonej apolityczności. Natomiast powiązanie z innymi uczelniami i ośrodkami analitycznymi sprawiłoby, że taka instytucja nie pełniłaby monopolu w zakresie przygotowania przyszłych specjalistów (co było nieefektywne, a wręcz kontrproduktywne w polskiej rzeczywistości), a byłaby instytucją integrującą różne krajowe ośrodki wiedzy, dydaktyki, badań naukowych i praktyki handlowo-inwestycyjnej. Byłoby to niezwykle istotne np. w zakresie wspólnej realizacji grantów, wyjazdów studyjnych, seminariów i publikacji.

Potrzeba debaty

Czy jednak polskie elity polityczne i urzędnicze rozważą powołanie uczelni dyplomatycznej? Niestety, ale w obecnej sytuacji wydaje się to wątpliwe. Decyzja o powołaniu takiej instytucji wymaga bowiem konsensu i jasnej koncepcji funkcjonowania aparatu administracyjnego.  Niemniej jednak, jako idea i koncepcja, uczelnia dyplomatyczna już dziś stać się powinna przedmiotem debaty polskich elit politycznych, urzędniczych, specjalistów oraz świata naukowego. Wyzwania stojące przed państwem polskim w kolejnych dekadach dowodzą tego, że bez stabilnych i twórczych instytucji państwa, trudno będzie realizować zadania wynikające z zabezpieczenia naszej racji stanu.

Fot. MSZ/Flickr

Show CommentsClose Comments

Leave a comment