Skip to content Skip to footer

Arktyczne pożary uwolniły rekordową ilość CO2 do atmosfery, a materia organiczna z roztapiającej się wiecznej zmarzliny wydziela coraz więcej metanu

Intensywne pożary w Arktyce spowodowały uwolnienie do atmosfery większej ilości gazów cieplarnianych aniżeli  w jakimkolwiek innym miesiącu w ciągu 18 lat prowadzenia pomiarów – twierdzą naukowcy cytowani przez The New York Times.

Arktyka ociepla się co najmniej dwa i pół razy szybciej niż reszta globu. Wpływa to na gleby, które są obecnie niezwykle suche i podatne na pożary szalejące na coraz większych obszarach podbiegunowych. W czerwcu uwolniły one 59 mln m3 CO2, to więcej niż wszystkie emisje dwutlenku węgla wytwarzane w ciągu roku przez Norwegię, która jest jednym z naftowych potentatów.

Zobacz także:

Czeka nas piekło: 2020 r. będzie najcieplejszy w historii. To prognoza amerykańskiej agencji rządowej

Klimat: Antarktyda ociepla się. “Przerażające tempo”

Naukowcy twierdzą, że pożary dotykające Arktykę mogą doprowadzić do szybszego rozmrażania wiecznej zmarzliny. Rozkład spoczywającej w niej materii organicznej, takiej jak martwa roślinność i zwierzęta, uwolniłaby większe ilości metanu nasilając globalne ocieplenie.

„Wyższe temperatury i suche gleby, a więc skutki zmian klimatu w Arktyce, zapewniają idealne warunki do powstawania pożarów i utrzymywania się ich przez całe tygodnie”.

Mark Parrington, ekspert w Europejskim Centrum Prognoz Średnioterminowych.

Obecnie dym z pożarów Syberii rozprzestrzenia się po północnym Pacyfiku, docierając aż do północno-zachodniego Pacyfiku. Światowa Organizacja Meteorologiczna weryfikuje obecnie zgłoszoną informację o nowej rekordowej temperaturze zanotowanej na północ od koła podbiegunowego. W rosyjskim Wierchojańsku  termometry pokazały 38 ° Celsjusza. Miało to miejsce 20 czerwca.

Natomiast NOAA (National Oceanic and Atmospheric Administration), amerykańska agencja rządowa zajmująca się prognozowaniem pogody, przewiduje, że 2020 r. będzie najcieplejszym w historii prowadzonych pomiarów. To efekt zmian klimatu wywołanych przez człowieka.

NOAA szacuje sprawdzalność swojej prognozy na 75 proc. Co ciekawe zdaje się ona ignorować tegoroczny brak cyklicznego zjawiska El Niño rodzącego się na Oceania Spokojnym, które przynosi naturalny wzrost średniej globalnej temperatury.

NOAA opiera się w swojej analizie na modelowaniu statystycznym, które wskazuje pierwszy kwartał 2020 r. jako drugi pod względem wysokości średniej globalnej temperatury w historii pomiarów – wyprzedza go jedynie pierwszy kwartał 2016 r.

Źródło: Własne/New York Times

Fot. Pixabay

Show CommentsClose Comments

Leave a comment